Żyj. Po prostu żyj

Żyj. Po prostu żyj

Żyj. Po prostu żyj

Tak się jakoś porobiło, że kosmos oszalał. Serio. Kiedy popatrzeć z boku na możliwości jakie daje obecny świat właściwie można by doznać szoku. Możemy kontaktować się w czasie rzeczywistym z prawie każdym człowiekiem. Jak nie przez sieć komórkową to internet. Mało tego, można się oglądać w jakości HD. W dodatku jest tak dobra, że trudno ukryć nawet pryszcza. A jak ktoś jest mało urodziwy albo na kacu – nakłada filtr i ma +100 do atrakcyjności. Prowadzone są prace nad przekazywaniem zapachu online. Mnogość aplikacji dzięki którym można poznać nowy obiekt zainteresowania albo kumpla na piwo przyprawia o zawrót głowy. Dodatkowo możliwości komunikacyjne są tak dostępne i tanie, że zjedzenie kolacji w Paryżu dla średnio ogarniętego internetowo człowieka jest tak łatwe do zorganizowania jak rezerwacja stolika w pobliskiej knajpie. Nawet języka nie trzeba znać. No dobra, wymaga czegoś więcej. Finezja się to nazywa.  I wszystko byłoby cudowne, kolorowe, gdyby nie jeden fakt.

Umieramy za życia. Oddajemy się wirtualnej rzeczywistości biorąc marny substytut za pełnię możliwości.

A kiedy już jakimś cudem uda nam się wylogować to życia, założyć buty i wyjść na kawę nie potrafimy się poświęcić osobie tu i teraz. Bo jesteśmy cały czas online. Online dla świata. Offline dla osoby naprzeciw. Nie potrafimy przestawić się na tryb „jestem tu i teraz”. Pisałam już o wrażeniu, że zawsze mamy wybór w tym artykule.  To pogłębia brak zaangażowania. Bo zawsze za rogiem może stać ktoś lepszy.

To, że idziemy tak bardzo do przodu w aspekcie technologicznym wcale nie oznacza, że zmienia się nasza mentalność. To, że technika pochłania nas coraz bardziej to jedno, ale to, że nie umiemy z niej korzystać to drugie.

Przedkładamy jakość i głębię spotkań na klepanie słów. Nieustannie. Ze wszystkimi.

Czy wiesz co będzie się liczyło za 40 lat?

Zapach. Smak. Adrenalina albo nirvana. To, że byliście 3 dni na nartach. Jeździliście do upadłego. Przemarzłeś do kości. Rozgrzewałeś się grzanym winem, a znad stolika obok spoglądała na ciebie równie zziębnięta brunetka. Będziesz pamiętał to, że znaleźliście wspólne remedium na aktualną potrzebę. I że jej włosy układały się równie pięknie na kombinezonie co na nagich piersiach.

Za 30 lat będziesz wspominała wypad z koleżankami nad jezioro. To jak piłyście do upadłego za beznadziejny męski ród, a po północy rozebrałyście się do zera i kąpały przy świetle księżyca. Będziesz wspominała swoje ciało i ciało koleżanek. Może nawet się zarumienisz.

Nie trzeba ci wyjazdów i przygód. Będziesz wspominać przyjaciółkę, z którą obalałaś skrzynki wina wysmarkując się co pół kieliszka i żaląc na niesprawiedliwość świata.

Czy próbowałeś kiedyś pić piwo z kumplem przez skypa? Serio smakuje tak dobrze jak to na żywo w zadymionym barze?

Nie trzeba upływu dziestu lat. Już za 5 – 10 z łezką w oku będziesz wspominać obecne czasy. Bo może wyjdziesz za mąż, ożenisz się, będziesz miała dziecko lub dzieci i psa. Nie będziesz mogła sobie pozwolić na kilkudniowy wypad, a jeśli będziesz mogła to koleżanki nie. Bo dziecko, bo mąż, bo rybki.

Tak jakby jutra miło nie być?

Pewnie znasz wyświechtane powiedzenie „żyj tak jakby jutra miało nie być”. Zastanawiałeś się kiedyś nad tym jak minął ci ostatni tydzień życia? A jak ostatni miesiąc? Czy potrafisz wyszczególnić choć jedno zdarzenie, które go wyróżnia spośród innych tygodni, miesięcy? Zobaczyłeś coś nowego? Patrzyłeś w najpiękniejsze oczy i uśmiech świata? Jadłeś coś ekstremalnego?

Nie? To umierasz. Rozkładasz się za życia. Przykro mi.

Oczywiście, nie można codziennie skakać na bungee, okrążać świata i przeżywać konferencje życia. (Chociaż znam kilka osób, które tak właśnie żyją.) Wiele rzeczy (ale nie wszystkie!) kosztują. Trzeba opłacać rachunki, spłacać kredyt. Ale czy żyjesz tylko po to? Czy coś nadaje twojemu życiu sens, tempo i pozostawia wspomnienia? Czy jest coś na co po prostu czekasz?

Jeśli tłumaczysz sobie, że wakacje w przyszłym roku, bo ważny projekt. Że spacer po Wielkim Murze Chińskim może za 5 lat. Że nauka na nartach na przyszły sezon, bo ten się kończy – pieprzysz. Jeśli jutro stracisz nogi – zobaczysz jak bezsensowny był ten projekt i inne wymówki, które sobie serwowałeś.

Recepta?

Jeśli czytasz teraz ten tekst i z jednej strony się z nim zgadasz, ale z drugiej strony nie wiesz co masz ze sobą zrobić – po prostu zacznij. Zapisz się na kurs. Na przykład na bachatę. Albo zacznij biegać. Ewentualnie zainstaluj meet up w telefonie i znajdź coś dla siebie. Powiększ grono realnych, oddychających tym powietrze co ty znajomych. Tymi pasjami. Jeśli uważasz, że nie masz z kim łapać chwil. Reaktywuj stare znajomości. Tak na serio. Weź pizze, wino, czekoladę, cokolwiek co lubicie i po prostu odwiedź przyjaciela. Wyłączcie telefony i pogadajcie od serca. Zacznijcie gadać o marzeniach i po prostu żyjcie.

Wynajmij ze swoim partnerem hotel. Na cały weekend. Wychodźcie z łóżka tylko na posiłki. Albo jedzcie w łóżku. Kochajcie się tak, że przez kolejny tydzień nie będziecie w stanie. Wynajmijcie góralską chatkę zasypaną śniegiem po okna i siedźcie przy kominku. Telefony zostawcie w domu. Tak po prostu.

Przestań żyć życiem innych. Przestań z utęsknieniem oglądać czyjeś zdjęcia. Zacznij robić swoje albumy. Zacznij gapić się w gwiazdy. Kup sobie przejażdżkę Lambo. Wykąp się w morzu. Nago. Jeśli masz 40 lat i nigdy nie nocowałeś w namiocie – po prostu to zrób.

Zacznij oddychać. Tak po prostu. Jak dziecko łap powietrze i trzymaj w płucach. Aż za boli. Nie pytaj się po co. Po prostu to zrób.

I żyj. Bo możesz tylko raz.

About Today

Page with Comments

  1. Bardzo podoba mi się Twój styl i spojrzenie na świat. Obnażanie pustki naszego świata jest przytłaczające (odezwał się ten, kto sam na każdym kroku zwraca na to uwagę).
    Cóż… „W życiu piękne są tylko chwile.” 😉

    1. Kto bez grzechu, niech pierwszy rzuci kamień 🙂 Wnioski wyciągamy najczęściej dopiero po doświadczeniu na sobie. Każdy osobiście musi przewartościować niektóre kwestie i postawić zamykaną na kłódkę furtkę dla siebie i bliskich tam, gdzie uważa to za słuszne:).

  2. Powiem Ci szczerze, że ostatnio coraz bardziej staram się odstawiać świat online kiedy jestem z przyjaciółmi albo chłopakiem. Czasem nam to bardziej wychodzi, czasem mniej; ale warto, pomimo, że momentami żałuję, że po takim spotkaniu mamy znacznie mniej zdjęć niż mielibyśmy używając telefonów.

    1. Nie musi tak być – możesz po prostu przestawić go w tryb samolotowy 🙂 I przestanie Cię wszystko rozpraszać 🙂 Też lubię zdjęcia i bardzo je sobie cenię 🙂

  3. Ciężko odlepić się od komputera – w pracy 8h, potem w domu aż do wieczora. Jesienna aura nie sprzyja spacerom. To chyba wynika z tego, że z laptopem na kolanach wszystko jest łatwiejsze, to taka tarcza obronna przed nudą, lękiem, samotnością… Ciężko się jej pozbyć.

  4. uzywam telefonu tylko, gdy ktos do mnie napisze, lub gdy musze czekac na cos – w domu rzadko go dotykam. Nawet jak gdzies jade, a wiem, ze moj Luby ma swoj telefon to moj zostawiam w mieszkaniu.

    Uwazam, ze zycie jest za krotkie na robienie tego, na co nie ma sie ochoty. Dlatego robie to co lubie i staram sie nie wchodzic innym w droge – to sprawia, ze jestem szczesliwsza 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *