Ślepy zaułek, koniec gry. Czyli co kiedy nie wiadomo dokąd iść?

Ślepy zaułek, koniec gry. Czyli co kiedy nie wiadomo dokąd iść?

Ślepy zaułek, koniec gry. Czyli co kiedy nie wiadomo dokąd iść?

Nadchodzi czasem taki czas, że stajesz na rozdrożu. I to nie takim czy zamówić kaczkę po tonkińsku, czy kurczaka po wietnamsku, ale takim co robić dalej. Jak pokierować swoim życiem, kiedy fundamenty już stoją, jakieś ściany też. Tyle, że to samowola budowlana postawiona na okresowych bagnach. I kiedy jest sucho, słońce świeci to stwierdzasz, że to bagno nie jest takie złe, a jak wspominasz deszcze to stwierdzasz, że nie było tragedii. Zawsze to co najgorsze nasza pamięć perfekcyjnie wypiera. Do czasu, kiedy wszystko podmaka, zalewa Cię muł i ogarniasz, że właściwie nie masz gdzie mieszkać.

A potem nadciąga słońce…Tylko wiesz co? To nadal jest samowola budowlana. I naprawianie czegoś, co nie powinno zaistnieć jednak jest, brzydko mówiąc, o dupę rozbić.

Najtrudniej jest przyznać się do błędu. Stwierdzić, że w momencie podejmowania decyzji miało się za mało danych, doświadczenia, kiepskich doradców czy mylne przeczucia. Ciężko jest popatrzeć w lustro. Spojrzeć za siebie, zobaczyć podjęte próby, krople potu i nieprzespane noce. Ale to co boli w tym wszystkim najbardziej to czas, który upłynął.

Patrzy się na te wszystkie dni. Patrzy się na siebie. Dostrzega ząb, który nadgryzł tu i tam i… zostaje w miejscu, w którym się jest. Przecież tyle przeszedłem. Tyle się nastarałem. Mam zacząć o d   n o w a?

Boli, prawda? Ale jeśli Ci powiem, że idąc w odwrotnym kierunku niż znajduje się szczyt – ilość Twojego czasu, przebytej drogi będzie działała na Twoją niekorzyść? A czas będzie płynął nieubłaganie dalej. Powiem Ci więcej. Droga będzie coraz dłuższa, a czasu coraz mniej. W momencie, kiedy zdecydujesz o zmianie kierunku będziesz musiał biec dużo szybciej i dużo dalej niż teraz.

Nie jestem zwolennikiem wielkich przewrotów, trzęsień ziemi huraganów. Każde z nich przynosi zniszczenia i ból. Ale jestem zwolennikiem świadomych zmian. Najczęściej tych, które wymagają położenia się na łóżku, popatrzenia w sufit i pomyślenia jak poukładać wszystkie klocki.

Nasze życie determinuje miejsce urodzenia, wybór szkoły średniej, wybór studiów, partnerów życiowych. Pracodawców. Wybory deprymujące ścieżki na kilka lat. Lata spędzone na studiach, nieprzespane noce, zawód na dyplomie. Czasem pierwsza, druga praca w zawodzie. Budzisz się przed trzydziestką w miejscu, gdzie nie chcesz być, z ludźmi, których nie lubisz. Czy myślisz, że jeśli stwierdzisz, że stracisz 10 lat życia, jeśli zmienisz zawód to zaczniesz od zera? Nie, nie zaczniesz. Zawód to „tylko” wiedza. Ogromnie ważna, ale do nabycia. Jesteś już człowiekiem z ukształtowanym charakterem, oczekiwaniami, planami. Gdybyś ścieżkę, o której marzysz wybrał 10 lat temu – potoczyłaby się zupełnie inaczej niż potoczy się teraz. Możliwe, że droga wybrana teraz, z obecną świadomością będzie przebiegać dużo szybciej niż gdybyś zrobił to wtedy.

To czego doświadczyliśmy w przeszłości, szczególnie złego – zawsze może być cenną lekcją. Tym cenniejszą im bardziej bolało i więcej kosztowało. Teraz wiesz czego chcesz, a jeszcze bardziej czego nie chcesz i jak to boli.

Najlepsze związki tworzy się po tych najmniej udanych. Największe firmy były stawiane po bankructwach. I najwięcej cudownych figur widziałam u kobiet, które wiedziały co to nadwaga, treningi, jojo i za ciasne spodnie. Oczywiście, jeśli lekcje były odrobione, a nie bezczelnie odpisane na kolanie z zeszytu koleżanki. Sam Einstein mówił, że tylko głupiec oczekuje innego efektu robiąc wciąż to samo.

To co najczęściej hamuje przed zmianami to strach. Strach przed nowym. Strach przed ludzką opinią. Strach przed przyznaniem się do błędów, które w istocie nimi nie są. Nie myli się tylko ten, co nic nie robi. A ludzie? W naszym życiu znaczenie ma tylko kilka, kilkanaście najbliższych, gorąco kibicujących nam osób. Reszta to obserwatorzy. Analizowałeś kiedyś ilość poznanych ludzi i ich stosunek do tych, których masz obecnie obok siebie? No właśnie.

Czasem nie trzeba drastycznych cięć. Zmian przyjaciół, partnerów czy zawodów. Ale trzeba cięć w głowie. Obrania nowych celów, ambicji. Kto ma łatwiej? Chyba nikt. Bo droga każdego jest jedyna, niepowtarzalna, indywidualna.

Czy zmiana kierunku tu i teraz na ten, o którym marzysz będzie tą dobrą? Nie wiem. I Ty też tego nie wiesz.
Ale jedno jest pewne. Niezależnie od tego czy podążasz jeszcze złą ścieżką i błądzisz, czy zmieniłeś już azymut na „Szczęście” – musisz iść. Musisz podejmować decyzję i próbować. Dlaczego? A czy stojąc w miejscu kiedykolwiek osiągniesz Szczyt?

About Today

Page with Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *