Dlaczego oddawanie siebie w pełni nie działa

Dlaczego oddawanie siebie w pełni nie działa

Dlaczego oddawanie siebie w pełni nie działa

Siedziałam na ławce w parku i wpatrywałam się w bawiące się patykiem psy. Z zamyślenia wyrwała mnie rozmowa kobiety, która musiała mnie nie zauważyć. Łkała do słuchawki, że odszedł. Płakała rzewnymi łzami i żaliła się przyjaciółce. Że przyjechała do Krakowa z Torunia i nie ma tutaj nikogo. Że została sama z dzieckiem i nie ma pracy. Że się nie obroniła kończąc studia, bo zaszła w ciążę, a potem szybko się przeprowadzili tutaj. Że teściowa jej nie lubi i nie ma tutaj znajomych.

I że ona go tak bardzo kocha, a on znalazł długowłosą pindę, która, rzuciła z pogardą – zajmuje się robieniem tipsów plastikowym babom.

Że on tak bardzo zapewniał o miłości do niej do ostatniej chwili. A potem go nie było. I ona nie wie co się stało.

Nie byłabym sobą, gdybyśmy po chwili nie siedziały w pobliskiej kawiarni i rozmawiały. Magda była świeżo po 30. Wyglądem bardziej zbliżała się do 40. Miała sporo nadprogramowych kilogramów, zmęczoną, szarą twarz. Duże odrosty i podkrążone oczy. Opowiadała jak studiowała prawo, jaka była piękna i rozrywana przez mężczyzn. Oraz jak bardzo on kochał jej intelekt, nocne filozoficzne rozprawy, jak opowiadała mu o swoich koniach i jaki napalony kiedy prezentowała usportowione ciało.

Trudno było uwierzyć, że to ta sama kobieta. Rozwodziła się nad przeszłością i nie mogła zrozumieć, jak on mógł tak po prostu porzucić. Porzucić „dla jakiejś blond cizi, której głębią życia było robienie paznokci”. Ano mógł. I zrobił.

Rozumiałam ją bardziej niż jej się mogło wydawać, bo przeżyłam dokładnie to samo. I potwierdzało to, co spadło na mnie jak grom z jasnego nieba, kiedy zostałam sama.

Nigdy, przenigdy nie rezygnuj z siebie na rzecz kogoś innego. Nie poświęcaj się, jeśli nikt od Ciebie tego nie oczekuje. A jeśli oczekuje daj tyle, ile potrzeba. Jeśli oddasz wszystko – co zostanie dla Ciebie?

Jesteśmy wychowani w kulturze oddania, szczególnie w związkach i szczególnie kobiety. Jesteśmy uczone, żeby oddawać się w pełni. Partnerowi, dzieciom. Zapominamy o swoich pasjach. O czasie dla siebie. O tym, że ciało samo nie utrzyma się w dobrej kondycji, włosy same nie uczeszą. Książki same nie przeczytają, a mózg sam się nie zrelaksuje.

Mężczyzn też to dotyczy. Dlatego często w związkach przestają chodzić na siłownię, przestają wychodzić z kolegami na męskie wieczory. Przestają chodzić w koszulach, a zakładają t-shirty jakby wrócili do liceum.

Codzienność płowieje. My płowiejemy. A kiedy nagle dostajemy obuchem w głowę poprzez odejście partnera czy wyfrunięcie dzieci z gniazda i stajemy przed lustrem – patrzy na nas z odbicia zupełnie inna osoba. Czujemy się puści, bezwartościowy, a świat zawala się na głowę z impetem. I nikt nie pyta czy w tej chwili masz kask na głowie i jakoś przeżyjesz uderzenie, czy po prostu powali Cię na łopatki.

Idea bezwarunkowego oddania jest piękna, ale zwyczajnie nie działa. Ludzie zapominają, że osobą, której również należy się oddanie są oni sami.

I żeby dobrze zrozumieć – nie jest to krytyka miłości, oddania, poświęceń. Absolutnie. Pięknie jest kochać i dawać z siebie tyle ile tylko serce nadąży produkować. Dzieci wymagają poświęcenia i czasu. Partner zainteresowania, zdrowych obiadów czy posprzątanego mieszkania. Kobieta wymaga utrzymania rodziny przez jej mężczyznę. Trzykropek, który wypełnisz tym co ci odpowiada i czego wymagają twoje zobowiązania, układy i związki. I chwała wszystkim za to. Ale po kropce dopisz zdanie, że ty też jesteś ważny. I siebie też musisz kochać.

Musisz mieć czas na swój rozwój. Na uprawianie sportu. Na wybranie ścieżki zawodowej. Oczywiście nie da się zawsze rozwijać. Kiedy masz małe dziecko ofiarujesz swoje 200%. Ale jest czas, kiedy musisz odciąć pępowinę. Kiedy dziecko musi mieć swój świat, a ty swój. Kiedy zamykasz się w łazience na godzinę, mówisz mężczyźnie, że ma nie przeszkadzać i że cię teraz nie ma. Kiedy jesteś facetem, wychodzisz wieczorem, całujesz ją w czoło i mówisz nie martw się kochanie, wrócę przed świtem.

Kiedy planując budżet jakąś część poświęcasz na swoją kosmetyczkę, na wyskok do spa, na nowe ciuchy.

Masz tak wyglądać, tak czuć się ze sobą, być na takim poziomie emocjonalnym, finansowym, że gdybyś znalazł się teraz zupełnie sam, w równoległej rzeczywistości i musiał zacząć wszystko od nowa, czułbyś się tak samo wartościowo i komfortowo jak w najlepszym etapie twojego życia.

I nawet jeśli to ty jesteś tą blond cizią robiącą paznokcie – masz to kochać. Masz tym żyć i robić to najlepiej jak umiesz. Masz tym oddychać. To, że będziesz Magdą, która kiedyś była piękna, oczytana nie znaczy, że nie jesteś Magdą, która zatraciła siebie w poświęceniu, które nie tylko nie zostało docenione, ale którego on nie potrzebował.

Masz tak samo zainteresować sobą nowe osoby jak swojego partnera czy partnerkę kiedyś tam. Masz wiedzieć co lubisz robić w wolnym czasie oraz do jakiej pracy pójdziesz. Masz znać swoją wartość.

Jeśli jesteśmy szczęśliwi każdy z nas chce, aby ten stan trwał wiecznie. Ale życie nie pyta nas o to czego chcemy tylko się toczy.

Partner nie musi zdradzić, odejść. Wystarczy, że zdarzy się nieszczęśliwy wypadek i umrze. Dziecko po prostu dorośnie i zacznie swoje życie. Partnerka wyjedzie w podróż dookoła świata i już nie wróci. A ty musisz być pewien, że osobie, której zawdzięczasz wszystko i z którą będziesz przez całe swoje życie poświęciłeś wystarczającą ilość czasu. Że kiedy jej spojrzysz w oczy powiesz „hej, lubię cię, jesteś fajny i dobrze mi z tobą. Tyłek też niczego sobie”.

A robisz to co dzień. Patrząc w lustro.

 

About Today

Page with Comments

  1. Uważam, że każdy powinien dbać o swój rozwój na każdym poziomie. Moim zdaniem, jeżeli kocha się drugą osobę, to także nigdy nie stawia się jej warunków – kibicuje się jej w rozwoju jej pasji, wspiera, jest się cały czas obok. Pozdrawiam!

  2. Ciekawy temat podjęłaś. I w pełni się z Tobą zgadzam. Tak naprawdę oddawanie siebie w całości jest trochę jak lokowanie wszystkich posiadanych środków w niepewną inwestycję. Wypali – fajnie. Nie wypali – zostajemy z niczym. Niestety na naszym rodzimym podwórku wciąż jest to schemat, w który wpadają przede wszystkim kobiety. Bo ten nasz polski patriarchat wciąż ma się dobrze i zdominowane kobiety często poddają mu się bez jakiejkolwiek negacji.

    Świetny wpis, bardzo przyjemnie się czytało. Myślę, że jeszcze Cię odwiedzę 😉

    1. Bardzo dziękuję i zapraszam 🙂
      Co do patriarchatu – ewolucyjnie poszliśmy do przodu. Za to społecznie i mentalnie już mniej. Ale jak na wszystko – potrzeba nam czasu.

  3. 100% prawda…szkoda tylko ze wiekszosc z nas dochodzi do tego wniosku juz po fakcie dokonanym, zbierajac kawalki siebie do kupy. Fajnie wiedziec ze jest nas wiecej 😀 glowa do gory i do przodu !!!

  4. Agnieszka świetny tekst! Nie jestem typem, który zatraca się w pelni i myślę, że mam w sobie zdrową dawkę egoizmu, jednak w jednym punkcie, który poruszyłaś muszę jeszcze popracować, bo nigdy nie wiesz co przyniesie los…

  5. Bardzo dobry tekst – temat zdrowego egoizmu, który po części tutaj poruszasz, jest bardzo ciekawy i na pewno wart przemyślenia. Czy mozna wogole stworzyć zdrową relację z kimś obcym, jeśli takiej w pełni zdrowej relacji nie mamy sami ze sobą?

  6. Świetny tekst. Godny polecenia. Ostatnio zauważam coraz wyraźniej „kult Matki Teresy” u polskich kobiet. Coraz częściej słyszę „Nieważne co czuję, muszę być dobra dla innych i się poświęcać”. Kiedy się sprzeciwiam i mówię o tym, jak ważne jest życie zgodnie ze sobą i swoimi wartościami oraz pamiętanie o sobie, słyszę w odpowiedzi „ależ Ty egoistyczna!”. Jest to temat, który dotyczy każdej z nas i wymaga na pewno sporej zmiany w naszej polskiej mentalności.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *